Idź za głosem serca

serce droga
W wieku 30 lat czułam się najnieszczęśliwszą istotą na ziemi, kiedy można by pomyśleć, że to piękny wiek do cieszenia się życiem. Stan nie był ciekawy i wiedziałam, że jeśli nic z tym nie zrobię to może być nieciekawie.
Nie miałam zupełnie pojęcia kim naprawdę jestem, miałam wachlarze nastrojów i zachowań, czułam się jak aktorka na scenie odgrywająca role którą chciała widzieć rodzina czy otoczenie. To jest dość osobista historia, którą postanowiłam się z Wami podzielić, po to tylko aby pokazać, że każdy ma zasoby i może być szczęśliwym, może mieć życie jakiego pragnie w głębi serca. Jedyne co jest do tego potrzebne to trochę odwagi, wsłuchać się w siebie, wyjść poza strefę komfortu. I dopiero wtedy zadzieją się cuda!

W owym czasie mojego stanu, zagubiłam się wewnętrznie i brakowało mi umiejętności takich jak szacunek do siebie, zaufanie, asertywność czy zarządzanie emocjami. Byłam odłączona od swego serca a bardzo mocno związana z rozumem, wręcz sklejona z nim. Wszystko mnie frustrowało; praca, związek, życie nie miało większego sensu. Czułam się jakbym była zamknięta we własnym więzieniu, kiedy na zewnątrz wszystko wyglądało sielsko-anielsko; miałam super pracę, wykształcenie, własne mieszkanie i partnera. Wszyscy postrzegali mnie jako zawsze uśmiechniętą, pozytywną dziewczynę co znaczy, że dobrze mi wychodziło kamuflowanie. Zresztą to byłby wielki wstyd przyznać się, że coś jest nie tak. Z pewnoscia nie byłam prawdziwą osobą, nie byłam szczera przede wszystkim wobec siebie. Miałam też przekonanie, że zakupy czy podróże równają się poczuciu szczęścia i pełni, której mi brakowało.

Czy znajome jest Ci cokolwiek z tego co właśnie napisałam? Czy może miałaś/eś okazje czuć sie podobnie, zagubiona/y? Kiedy masz poczucie, że cały świat jest przeciwko Tobie? Kiedy masz wiele złości i żalu w sobie, obwiniając wszystko i wszystkich za swoje samopoczucie?

Momentem przełomowym była moją decyzja o wyjeździe do USA w 2004 r. Wyjazd do lepszego świata, który miałby mi zapewnić szczęście, taki „American dream”. Uciekałam tym samym od tego co było niekomfortowe. Pomimo tego,  iż tą decyzją  zraniłam pewne osoby, przyznaję, że to był pierwszy raz kiedy posłuchałam i poszłam za głosem serca.
I chociaż rozum mi wykrzykiwał; że będę za to ukarana, że rodzina mnie wydziedziczy i będę samotna, że jestem okropną osobą, lecz mimo to czułam także, iż potrzebuję  podróżować więcej, mówić płynnie po angielsku, poszerzać horyzonty i mieć głębsze relacje partnerskie. Nie powiem, że było mi łatwo, gdyż rzucając wszystko w Polsce wyjeżdżałam w nieznane. Nie miałam zapewnionej pracy za oceanem, jechałam do jednej znajomej osoby, na którą mogłam liczyć, że mnie przenocuje. To co mi pomogło wytrwać w decyzji, to było połączenie się z osobistymi wartościami, z tym, czego bardzo pragnęłam mieć wiecej w życiu.

serce pajeczyna

Teraz zdradzę Ci życiową prawdę. Nikt nie spowoduje, że będziesz szczęśliwy, nie mówię tutaj o doraźnym szczęściu jakie dają zakupy, podróże czy używki. Mam na myśli wewnętrzne poczucie szczęścia. Nikt też za Ciebie nie rozwiąże problemów. Życie będzie podsyłało Ci lekcje tak długo aż zrozumiesz, że tylko Ty sam jesteś odpowiedzialny za poczucie pełni i szczęścia. A to powoduje m.in.; zatrzymanie się, poznanie siebie, bezwarunkowa akceptacja sobie, honorowanie swoich wartości, wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny, zarządzanie sobą. Dodam, że  właściwie wtedy dzieją się cuda, kiedy uhonorujesz te wewnętrzne potrzeby i odważysz się wyjść poza strefę komfortu. Kiedy przygasisz głos rozumu a pozwolisz sercu prowadzić.

Mój czteroletni pobyt w USA był podróżą życia i jestem sobie bardzo za to wdzięczna! Mimo to, iż moje nieszczęście odezwało się zaraz po przyjeździe na nowy ląd, dałam radę je zgubić na przestrzeni lat. Zwiedziłam prawie całą Amerykę, od Alaski po Hawaje. Miałam mnóstwo pięknych przygód, poznałam wyjątkowych ludzi, przeszłam wiele wartościowych lekcji życia. Co najcenniejsze, to spotkanie na swoje drodze nowoczesnej formy samorozwoju jaka jest Life Coaching, dzieki ktoremu przeszłam wewnętrzną transformację w osobę jaką jestem dziś. Odkryłam siebie na nowo, swoje talenty, zbliżyłam się do siebie prawdziwej, znalazłam sposób na wewnetrzna równowagę. Doceniam dziś każdą chwilę pomagając innym w realizowaniu marzeń i życiu pełnią. To co próbuje powiedzieć, dzieląc się tą historią, to to, że należy sluchac intuicji i mówić NIE do rzeczy, kiedy czujemy, że nam nie służą. Chciałam tym samym zachęcić Cię do próby wyjścia poza strefę komfortu i zrobienia czegoś szalonego, czego pragnie serce a rozum mówi, że nie.

20160720_165845

Podzielę się przy okazji paroma technikami coachingowymi, które mam nadzieją będą pomocne.

Usiądź wygodnie w spokojnym miejscu, może wśród natury, weź kilka głębokich oddechów, poczuj zapach powietrza, posłuchaj odgłosów wokoło, rozpoznaj co odczuwasz w ciele koncentrując się od czubka głowy, schodząc aż do stop, co w tej chwili mówi Twój umysł i co serce. Zrób to bez oceniania, tylko nazywaj co jest obecne.

Następnie zapytaj siebie: czego ja pragnę, czego ja tak naprawdę chcę, co bym zaprosił/a do mojego życia?

Bądź szczery/a ze sobą, wybierz najważniejszą rzecz i wyobraź sobie, że już to masz, zadając sobie następujące pytania:
Co mi to da?
Kim się stanę jak to będę mieć?
Co będzie się działo wokół mnie wtedy?
Co zyskają wtedy moi bliscy/otoczenie ?
Jak to jest kiedy czuję, że zasłużyłam/em na posiadanie tego?
Co zrobię aby uszanować te wartości?
Do czego powiem NIE a do czego TAK aby to mieć?
Obserwuj siebie w tym procesie, zanotuj spostrzeżenia. Poproś kogoś aby Cię przypilnował, że się wywiązujesz z zadań. Wyznacz sobie datę do kiedy to zrealizujesz.

Jeśli chcesz głębszej pracy nad podążaniem za głosem serca, zapraszam Cię do kontaktu. Pierwsza sesja jest bezpłatna.